• hm. Jolanta Kreczmańska

Służba ale jaka?

“Praca wychowawcza, to służba wykonana przez harcerstwo, wszystko inne to środki tylko.” Stanisław Broniewski Orsza (*)

To tylko na pozór proste pytanie. Zacznijmy od miejsca służby w harcerstwie – to ona stanowi niezwykle ważny wyróżnik tego, kogo chcemy wychować. Chodzi o prospołeczną postawę, o to, by z harcerstwa wychodzili ludzie, dla których los innych, a nawet gotowość do poświęcenia czegoś dla innych była oczywistością. W ten sposób harcerstwo wpływa z jednej strony na kształt społeczeństwa przyszłości a z drugiej strony na pełnię życia, poczucie spełnienia naszych wychowanków. „Skaut musi uczynić ze swej gotowości do niesienia pomocy część swego codziennego życia, tak by automatycznie reagował w sytuacjach wymagających jego pomocy”. (**)


Celem skautingu i harcerstwa jest ulepszanie społeczeństwa poprzez wychowanie do dorosłości zgodnie z ideałem zawartym w Prawie Harcerskim czy Skautowym a jednym z ważnych aspektów tego wychowania jest ukształtowanie postawy człowieka gotowego nieść pomoc i służyć innym. W harcerstwie uczymy w działaniu. Nie ma lepszej drogi do wyrobienia nawyku odpowiadania na dostrzegane zło czy krzywdę, wyrobienia nawyku gotowości do poświęcania swojej energii i czasu innym, wyrobienia wrażliwości na to co nas otacza i odwagi w kształtowaniu tego. I z tej właśnie wychowawczej roli służby wynika konieczność poszukiwania najlepszej formy służby, określenia co sprawia, że pełniona służba da najlepsze efekty nie tylko dziś, ale i pojutrze. Wpłynie na kształt społeczeństwa w przyszłości.



Na szczęście coraz częściej w ZHP czytamy lub słyszymy o wychowawczej roli służby. Jeszcze kilka lat temu zapis z systemu stopni instruktorskich w idei stopnia przewodnika i podharcmistrza o „wychowawczej roli służby” (idea pwd.: Ma świadomość wychowawczej roli służby w harcerstwie”, idea phm.: „Systematycznie stosuje służbę jako narzędzie harcerskiej pracy wychowawczej.”) spotykał się z negacją niektórych harcmistrzów, którzy uważali, że służba jest tylko po to by świat w koło był lepszy. Pewnie też takie harcmistrzowskie poglądy, kształcenie na nich oparte, wpłynęły na to, że wielu drużynowych nie podejmowało służby. Służba była jedynie jedną z propozycji na program. Tłumaczenie drużynowych często było podobne - bo nie mieli czasu, bo mieli inne pomysły na program, a w dodatku one są ważne dla wychowania albo zwyczajnie nie dostrzegali w ogóle ścisłego powiązania służby z wychowaniem w harcerstwie. Gdy w 2014 roku, od pierwszego kursu Ręki Metody tak mocny nacisk położyliśmy na służbę, zdarzali się tacy, oczywiście nieobecni na kursie instruktorzy, którzy szydzili z tego. No cóż – na szczęście harcerstwo, które ma uczyć zdolności nie tylko dbania o siebie i swój rozwój, ale też przekładania dobra innego człowieka nad własne ego – coraz mocniej dochodzi do głosu i coraz więcej kursów, do których wprowadziliśmy służbę jak kursy harcmistrzowskie czy Ręka Metody ma na stałe ten element programu.

Dziś coraz częściej w dyskusjach i tekstach pisanych wybija się przekonanie, że służba jest ważnym narzędziem w kształtowaniu człowieka otwartego na potrzeby innych, wrażliwego i jednak nie skoncentrowanego głównie na sobie. Pytanie zatem jaka służba będzie najefektywniejsza w harcerstwie jest bardzo ważne.


1.


Po pierwsze musi być potrzebna - musi wypływać z potrzeby danego środowiska, człowieka, świata. A więc przede wszystkim pożyteczność jako klucz do określenia tego co jest, a co nie

jest służbą. To dekodowanie, odkrywanie oczekiwań i potrzeb innych ludzi, umiejętność wyboru tych najpilniejszych w danej chwili lub najważniejszych, też tych których inni nie dostrzegają.


Tyle, że pożyteczność to bardzo pojemny worek, choć wymiar tej pożyteczności też może być różny. I choć na wszystko co pożyteczne życia nie starczy, to ten warunek wydaje się być kluczowy. Wrócę do niego ponownie na końcu tych rozważań.

SŁUŻBA MUSI BYĆ POŻYTECZNA





2.

Ciekawe, że w Słowniku Języka Polskiego służba to „praca na rzecz jakiejś wspólnoty wykonywana z poświęceniem”. To poświęcenie wydobywa inny ważny aspekt służby. Bo co się dzieje, gdy robimy coś dobrego na rzecz innych, co nie wymaga żadnego naszego wyrzeczenia? Czy te działania nie są pożyteczne? Są - ale nie sprawiają, że dobro innego człowieka przekładamy nad własne. Większość rzeczy, które robimy w zasadzie w każdej pracy jest pożyteczna, bo ktoś z tej pracy korzysta. Ale to nie znaczy, że są służbą - choć to mogą być rzeczy pożyteczne i ważne, a pożyteczność i ważność dla każdego może oznaczać co innego. Gdy robimy pożyteczne rzeczy za jakąś formę gratyfikacji to one stają się wynikiem rachunku zysków i strat np. stają się pracą. W służbie motywacja wewnętrzna, czyli przekonanie, że coś jest ważne dla kogoś czy potrzebne staje się silniejsza od motywacji zewnętrznej, czyli jakiejś formy wynagradzania. Jesteśmy gotowi zrobić więcej dla innych, niż jest to dla nas wygodne, niż nam się opłaca, lub też niż jest zwyczajnie przyjemne.

SŁUŻBA POWINNA WYMAGAĆ POŚWIĘCENIA - opuszczenia swojej strefy komfortu.


3.




Oczywiście inny poziom poświęcenia albo nazwijmy to trudności dobierzemy dla 12 latka a inny dla 19 latka, a jeszcze inny dla instruktora. Inne są ich możliwości, inna dojrzałość i umiejętności. W harcerstwie dobieramy służbę tak, by zapewnić pomoc odbiorcom służby a jednocześnie by przy tym przesuwać granice możliwości czy dojrzałości osobom, które tą służbę pełnią. Stopniowo zwiększamy wyzwania – jak w każdym harcerskim działaniu. U zuchów miejsce służby zajmują pierwsze dobre uczynki i postawa pomocy innym nagradzana w kręgu rady. Harcerze nie przypadkiem na obozach mają stałą służbę wartowniczą, kuchenną czy porządkową. Gdy inni idą na grę jakiś zastęp pełni służbę, by wszyscy byli bezpieczni czy dobrze zjedli, by teren obozu wyglądał dobrze a wszystkim miło się tam funkcjonowało. Oczywiście taka służba spełni swoją rolę wychowawczą, jeśli Ci co ją pełnią rozumieją jej znaczenie a nie traktują jak przykry obowiązek, z którego gdy nikt nie widzi, warto się wykręcić. W tym miejscu niezwykle ważna jest rola świadomego drużynowego czy zastępowego.



To wtedy harcerka czy harcerz musi przezwyciężyć, być może po raz pierwszy w życiu, swój strach podczas nocnej warty, swoje wygodnictwo podczas prac kuchennych czy swoje uprzedzenia podczas sprzątania latryny. To wszystko ma ogromny sens wychowawczy – jest przygotowaniem do większych wyzwań w dorosłości, do troski o innych większej niż o siebie, o odpowiedzialność za zbiorowość jaką jest drużyna, nie tylko wtedy, kiedy jest to na rękę. To w drużynie harcerskiej zastępy w czasie obozu szykują po raz pierwszy zabawy dla dzieci, które nie pojechały akurat na wakacje i które zwyczajnie się nudzą. Działa stopniowanie trudności i hartowanie w działaniu. Rolą drużynowego jest kształtowanie harcerskiej atmosfery, w której wszystkie próby ominięcia tej odpowiedzialności lub bylejakości w tym działaniu będą źle widziane, a jednocześnie w każdej służbie będzie odczuwana satysfakcja. Tę radość może zapewnić choćby pochwalenie ponadprzeciętnego porządku w kuchni, pysznego obiadu czy docenienie przez dzieci „nogami” poprzez dobrą frekwencję fajnych zabaw podczas festynu. Rezygnując ze służb na obozie, rezygnujemy z pierwszych form czynienia czegoś dobrego dla innych kosztem własnego wyrzeczenia. Rezygnujemy z ważnej wychowawczo służby, a na to nikt kto chce dać szansę wszystkim w swojej drużynie na lepszą „dorosłość”, pozwolić sobie nie może. Bez tego etapu trudniej w sposób trwały wyrobić nawyk podejmowania coraz to większych wyzwań. Służba w harcerstwie musi być drogą każdej harcerki i każdego harcerza od podejmowania mniejszych poświęceń, które dają radość i uznanie do podejmowania bezinteresownie dużych wyzwań, za które nikt uznania nie oczekuje. Wędrownicy powinni podejmować służbę samodzielnie, świadomie, stale czyniąc z tych działań meritum bycia wędrownikiem. To sama służba wykonana z powodzeniem powinna nakręcać do podejmowania kolejnej inicjatywy, powinna rozwijać się determinacja do działania w imię „słusznej sprawy” budowane na satysfakcji z efektów własnych działań. W ten sposób wędrownicy poznają świat, odkrywają więcej niż widać na pierwszy rzut oka, wyrabia się w nich poczucie odpowiedzialności za rozwiązywanie problemów społecznych. Instruktorzy na kursach powinni podejmować służbę, która pozwoli im na lepsze zrozumienie roli służby w harcerstwie, na określenie tego jak ją prowadzić by prowadziła najskuteczniej do wychowawczych celów określonych w Prawie Harcerskim. Dopóki służba nie będzie powszechna w każdej drużynie, a Ci co wychodzą z harcerstwa nie będą zbudowani postawą służby, dopóty służba powinna być elementem każdego kursu instruktorskiego.

SŁUŻBA MUSI BYĆ WYZWANIEM DOSTOSOWANYM DO POZIOMU DOJRZAŁOŚCI.


4.


Poświęcenie w odpowiednio dobranej formie w tym wychowawczym aspekcie wydaje się szczególnie ważne, bo ma nauczyć bezwzględnej gotowości wychodzenia z pomocą nie wtedy, kiedy mamy na to chęć lub czas, a wtedy, kiedy inni tego potrzebują. A więc nie wtedy kiedy jest to fajne, nie wtedy kiedy robimy coś bo to zyska powszechne uznanie, nie tylko wtedy kiedy pomagają wszyscy, bo jest powszechny zryw w społeczeństwie ale przede wszystkim wtedy, gdy to jest potrzebne, ale też wtedy gdy niewielu tę potrzebę dostrzega. I tu dodałabym jeszcze inny ważny aspekt harcerskiej służby – wrażliwość na potrzeby innych i umiejętność ich odkrywania. Dodam w efekcie – samodzielnego odkrywania a nie jedynie na czyjeś wezwanie do działania. To jakby emanacja naszego harcerskiego „czuwaj!”, bo czuwaj to też ciągłe dostrzeganie innych i ich potrzeb – wrażliwość na drugiego człowieka. To realne wyjście poza drzwi harcówki i uważne rozejrzenie się w koło - dostrzeganie choćby, gdzie wokół nas są ludzie potrzebujący czy samotni. To nauka odkrywania dużych problemów społecznych w skali mikro.

Motorem tego dostrzegania musi być motywacja wewnętrzna- żadne ordery, uznanie społeczne czy inne nagrody. Najsilniej zbudujemy postawę w służby, gdy będzie ona odruchem serca, będzie całkowicie bezinteresowna. Tylko wtedy w dorosłym życiu, gdzie nikt za wszystko nie nagradza, dorosłe już harcerki i dorośli harcerze nie będą bierni, gdy działanie nie wiąże się z jakąkolwiek formą zewnętrznej gratyfikacji. Co więcej to oni wyjdą z inicjatywą nawet wtedy, gdy inni tej inicjatywy będą się obawiali ze względu na własne niewygody czy zagrożenia. Tu najlepszym wzmocnieniem będzie dobry przykład instruktorów „starszych sióstr i braci” w harcerstwie oraz zrozumienie wzorca opisanego w Prawie Harcerskim.

SŁUŻBA W HARCERSTWIE POWINNA KSZTAŁTOWAĆ BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE NA RZECZ INNYCH I UCZYĆ DOSTRZEGANIA NIEDOSTRZEGALNEGO.


5.



Najmocniej oddziałuje taka służba, w której spotykamy się z innym człowiekiem, w której siła przyłożona do naszego dawania wraca ze zdwojoną siłą w czyjejś radości czy szczęściu. Jak w bieganiu, przy służbie wyzwalają się endorfiny. Tworzy się pewna energia, która podpowiada nam „Zobacz, ile dałeś swoim działaniem radości – zrób tak jeszcze raz!”. Harcerze ponownie podejmują służbę, bo dała im radość. Dopiero dojrzalszy człowiek podejmuje służbę z powinności, z przekonania o tym, że zwyczajnie tak zachować się należy niezależnie od tego czy mamy akurat chęć, czas lub sposobność do odpowiedniej reakcji. Jako dojrzali ludzie, od wędrownika począwszy, podejmujemy służbę świadomie dając tym razem wyraz temu co naprawdę jest dla nas ważne. Ale nawet wtedy najsilniej oddziałuje na nas takie działanie, które pozwala na odczucie emocji innego człowieka. Gdy harcerze widzą, że to zrobili jest dla kogoś bardzo ważne, że komuś pomaga, chętniej podejmują kolejną służbę, bo mocno czują jej sens i wagę dla drugiego człowieka.

IM WIĘCEJ W SŁUŻBIE EMOCJI, TYM WIĘKSZA SIŁA JEJ ODDZIAŁYWANIA.


6.



Wrażliwość na potrzeby innych to nie zawsze chodzenie drogą miłą, łatwą i przyjemną. Ludzie nie pomagają nie tylko dlatego, że nie widzą potrzeby lub zbytnio koncentrują się na sobie. Nie pomagają też dlatego że nie wiedzą jak, że boją się, że zamiast pomóc zaszkodzą, albo sobie nie poradzą z trudną sytuacją. Widziałam przed służbą nawet tą czynioną na kursach przez instruktorów harcerskich często zwykły, ludzki strach. Dręczyły ich pytania czy sobie poradzą, czy wszystko zrobią dobrze. A jednak instruktor czy dojrzały harcerz, powinien będąc przekonanym o słuszności sprawy ten strach pokonywać. Powinien mieć zdolność do pokonywania własnej słabości. Służba to doskonałe ćwiczenie w stawianiu sobie wyzwań, w robieniu tego co jest prawe, ważne i potrzebne nawet gdy nie jest to dla nas wygodne, miłe czy komfortowe. To też szkoła zmiany własnych planów, gdy ktoś obok nas naprawdę nie daję rady! A przecież właśnie takich ludzi chcielibyśmy mieć wokół siebie – ludzi, którzy przełamują swój strach czy obawy, słabość lub brak pewności siebie, gdy uważają, że coś jest ważne, słuszne, dobre. Też takich, którzy umieją zmienić własne plany, gdy jest taka konieczność. Słowem – harcerstwo powinno wychowywać ludzi, którzy reagują natychmiast, gdy jest taka istotna potrzeba - też wbrew własnej wygodzie czy planom. To takiej zdolności do natychmiastowej reakcji na krzywdę czy ważne problemy innego człowieka, też wbrew własnemu komfortowi powinniśmy w harcerstwie nauczyć. Do tego każdego trzeba nie tylko mentalnie przygotować – to trzeba zwyczajnie wyćwiczyć. Uczenie w działaniu w najczystszej formie. Podkreślę jeszcze raz: wychowanie do służby przez służbę. Coś jak pierwsza pomoc: gadanie o tym a nawet teoria w małym palcu nie wystarczą by zapewnić sprawną pomoc w razie zauważonego wypadku. Harcerstwo powinno wychowywać do odpowiedzialnej dorosłości i do szybkiego reagowania, kiedy potrzeba, do wrażliwości na to co nas otacza, do spostrzegawczości by widzieć więcej niż tylko powierzchowność i by być skutecznym w podjętym działaniu. Nie znam lepszej drogi do tego niż odpowiednio dobrana i regularnie czyniona służba.

SŁUŻBA W HARCERSTWIE POPRZEZ FORMĘ I REGULARNOŚĆ MUSI WYRABIAĆ GOTOWOŚĆ DO JEJ NIESIENIA.


7.

I tak zatoczyłabym koło do punktu wyjścia – do POŻYTECZNOŚCI. Służba o tyle będzie miała siłę wychowawczą, kształtującą o ile będzie uczyła odpowiedzialności za to co w ramach jej robimy. Choć jest też narzędziem mocno kształtującym osobowość, to nie może być traktowana jedynie instrumentalnie, bo przecież jej podstawą, jej odbiorcą jest inny człowiek. Ta odpowiedzialność powinna skłaniać do analizowania każdej służby pod kątem jej skutków – tego czy pomożemy czy tak naprawdę zaszkodzimy komuś, tego czy to robimy czynimy ze szczególną starannością o dobro innego człowieka. Co to oznacza? Po pierwsze jest to wczucie się w sytuację osoby, której pomagamy – w to jak będzie czuła się w trakcie naszych działań i po nich, czy ją potem z nadzieją na te emocje i wsparcie zostawimy czy też nawiążemy współpracę na tak długo jak to potrzebne albo zapewnimy inne rozwiązania problemu, czy nie popełnimy jakiejś niezręczności. To połączenie przygotowania się do danego działania z autentyczną chęcią pomocy i z wrażliwością. To osłabienie obaw poprzez dojrzałe podejście do służby. To przygotowanie się do niej najlepiej jak można wykorzystując przy tym doświadczenia innych ludzi.

SŁUŻBA WYMAGA EMPATII, ODPOWIEDZIALNEGO PODEJŚCIA I PRZYGOTOWANIA SIĘ.




Na wszystkich prowadzonych przeze mnie kursach instruktorskich pełniliśmy służbę związaną z drugim człowiekiem, z człowiekiem często osamotnionym. Najmocniej oddziaływała służba w ośrodkach dla dzieci lub dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną. Dlaczego? Nie tylko dlatego, że była pożyteczna i bardzo wymagająca. Ta służba w wielu przypadkach wymagała przełamania własnego strachu przed odmiennością, przed zderzeniem się z czyjąś bardzo trudną sytuacją, przed strachem przed własnym brakiem kompetencji i własnymi emocjami. To była służba zwracająca uwagę na poważny problem wykluczenia, pozbawienia wielu radości w życiu osób, którym się nie poszczęściło – rozwijała świadomość i wrażliwość na to co poza murem zamkniętych ośrodków pomocy, które niewiele osób choćby okazjonalnie odwiedza. Często ludzie niepełnosprawności, a w szczególności niepełnosprawności intelektualnej się zwyczajnie boją. Z niezwykłą mocą ta służba u wielu osób przekuwała strach i obawy w…radość z dawania, z pokazanie jak niewiele trzeba by wnieść w czyjeś życie dużo barw i radości. Trzeba było poczuć na kursie tą zmianę samego siebie pod wpływem postawionego wyzwania pomocy, tą radość z dawania, tą refleksję o życiu, która po takiej służbie przychodziła. Na podsumowaniach niemal zawsze słyszałam zdanie – to mnie zmieniło. Tak było szczególnie wtedy, gdy kursanci mieli czas na przygotowanie się do niej, na „oswojenie” z wyzwaniem a może raczej z własnymi obawami. Teresa - pasjonatka zawodowo wspierająca ludzi z niepełnosprawnością, potem dyrektorka jednego z domów dla starszych osób z którą współpracowałam na kilku kursach, podkreślała jaką siłę ma ta nasza służba też dla jej pensjonariuszy. Według jej słów, ta służba była niezwykłym przeżyciem, bo jedni i drudzy odczuwali prawdziwe emocje i …naturalność relacji. Raz, już poza kursem, skończyło się to współpracą instruktorów harcerskich z ośrodkiem podczas organizowania wyjazdu dla rodzin, w których były osoby niepełnosprawne. Te działania pokazywały dużą siłę, małych rzeczy i otwartości. Dziś czuję, że dzięki służbie prowadzonej na kursach zwyczajnie jestem lepszym człowiekiem a ten rodzaj dawania cząstki siebie, ludziom często pomijanym, jest dla mnie bardzo ważny. Być może kiedyś będę mogła im dać jeszcze więcej od siebie.



Każda drużyna powinna dobrać dopasowaną do swojej dojrzałości służbę – na rzecz ludzi potrzebujących w okolicy, osamotnionych osób starszych, środowiska naturalnego czy inną – taką którą podpowiadają oczy szeroko otwarte. Czuwaj powinno mieć w harcerstwie realny wymiar.



O służbie z listów otrzymanych przez komendy kursów po kursach Ręki Metody:


“Umysł mój otworzyły zajęcia w ośrodku dla osób niepełnosprawnych. To właśnie tam znaczenie słowa służba nabrało większego znaczenia w życiu harcerskim.”


„Każdy z dni był osobną przygodą, czasem bardzo trudną, jak czwartkowa służba, czasem o wiele bardziej przyjemną, jak piątkowa gra terenowa. Co do służby, to było to dla mnie wstrząsające przeżycie. Miałem okazję zrobić podobne zajęcia ok. 3 razy, również dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo i za każdym razem znajdowałem w tym morze radości, że mogłem zrobić coś dla nich, aby przez kilka chwil zaznały radości z powodu czegoś, czego nie spotykają na co dzień. Jednak to morze radości zawsze było otoczone przez ocean smutku. Podobnie było i tym razem. Wszystkie przeżycia tamtej części dnia były we mnie bardzo silne, bo przychodzi mi z wielkim trudem patrzeć na taką tragedię, jaką jest upośledzenie umysłowe. Zdaję sobie sprawę, że oni to widzą całkiem inaczej, czasem są tego świadomi, jak powiedziała nam Teresa, czasem nie, ale ja zbyt mocno cenię moc umysłu, aby nie czuć w takich momentach potwornego żalu. Niemniej sądzę, że była to dla mnie bardzo dobra służba, właśnie dlatego, że tak trudna.”


„Jednak nie uniknę elementu relacji… Służba była dla mnie ogromnym przeżyciem. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy pozytywnym negatywnym – zwyczajnie mocnym. Jak Teresa na naszej bazie wypowiadała się o dzieciach to prawie mi łzy poleciały. Bardzo wzruszają mnie osoby, które mają takie pasje w życiu, a Teresy pasja jest bardzo szczególna. Wzbudziła we mnie podziw. Same zajęcia były dla mnie przełamaniem swoich barier, chwilami zamierałam, ale brałam się w garść i robiłam wszystko, żeby moich dwóch kolegów rozbawić. Cudowne uczucie. Nawet teraz jak to piszę to moje oczy dziwnie się nawilżyły. ☺ Ta służba dała mi wielką inspirację do tego, żeby do takich grup wracać, ale także do tego, żeby służba była stałym elementem pracy moje środowiska. Niby służba jest tak oczywistym elementem harcerstwa, a tak bardzo odkładamy ją na rzeczy przyjemniejsze, które dają nam satysfakcję powierzchownie, na krótko.”


„Najprostszy przykład – rola służby. Do tej pory główny nacisk kładłem na wyczyn i rozwój – to ta noga wędrownictwa była w moich działaniach najważniejsza – i gdy byłem drużynowym i gdy jestem namiestnikiem. Służba –oczywiście tak, ale działa się niejako mimochodem. Teraz jednak coraz bardziej dochodzi do mnie, że zaniedbywanie tego elementu nie powinno mieć miejsca – że prawdziwa harcerska postawa to postawa prorozwojowa, ale w takim samym stopniu nastawiona na służbę innym – niby proste, a jednak potrzebowałem ręki metody, która mi otworzyła oczy. To trudne - także w dzieleniu się tym przemyśleniem, bo odkrywam coś, co powinno być oczywiste. “


*„Gawęda nad Turawą” Stanisław Broniewski Orsza – „Młodość przeżywa się raz” NWH

**Constitution of the World Organization of the Scout Movement"

Związek Harcerstwa Polskiego

RPM „Ręka Metody”

Trzymaj rękę na pulsie - wchodź na naszą stronę.