• Marian Antonik

Między ciszą a nadzieją. 3 kwietnia 2020

Nie wiem, który to już dzień zamknięcia, samoizolacji - w pewnym sensie wyprawy

w nieznane. Nie wiem, który to już dzień i wcale nie chcę wiedzieć – wystarczy mi świadomość, że to dopiero początek, i że końca nie widać. Uczę się cierpliwości. Świat jaki znałem z dnia na dzień odchodzi w niebyt. Puste ulice, sklepy. Zamknięte szkoły, opustoszałe kościoły. Tylko od czasu do czasu przejeżdżający samochód zaburza tę wymuszoną ciszę. Gdzie są ludzie? Nie do wiary jak nasza krocząca ze sztandarami zdobywców cywilizacja została szybko i brutalnie sprowadzona na ziemię. Jakie obrazy na stałe będą nam towarzyszyć- ludzie w maskach. Zamiast serdecznych uścisków, spojrzenia pełne niepokoju – obawy. Zamiast podania dłoni lekko zauważalne skinienie głowy, czasem uśmiech. Dopadła nas wiekopostna pustynia. Można by powiedzieć,

że Bóg miał już dość naszego biadolenia o braku czasu, naszego wiecznego pośpiechu, nie zwracania uwagi na to co ważne i spełnił nasze życzenia.

Paradoksalnie – mamy wreszcie to czego nam ludziom tak bardzo brakowało – czas dla siebie. Dla siebie i swoich bliskich. Może to szansa na umocnienie lub zbudowanie naszych małych wspólnot? To taki czas próby. Na kogo możemy liczyć, na kim nam zależy, kto nas potrzebuje?

Dziś nikt nie powinien być sam.


Pytanie jakie dzisiaj mnie nurtuje to: Czy my ludzie 21 wieku cokolwiek z tej wielkopostnej pustyni wyniesiemy na przyszłość? Czy dotrze do nas, że dalsze rujnowanie świata, brak rozumnego korzystania z jego zasobów, wiara w Boga konsumpcji prowadzi nas na manowce.

Mam takie nieodparte wrażenie, że w ostatnich dniach spokornieliśmy, że sięgamy głębiej, że zaczynamy doceniać to co ma wartość niewymierną – miłość, przyjaźń, dobro.


Spoglądam na Tatry. Dziś są majestatyczne i wyjątkowo piękne. Uświadamiam sobie jak dobrze być tu i teraz w tym właśnie miejscu – trochę na końcu świata.


Kocham Tatry. Kocham ich pustkę i milczenie, ich martwość i spokój posępny. W ich mgłach błąka się myśl moja i szuka dawnych swoich wierzeń i miłości, uczuć i siły. Po ich dolinach i przełęczach chodzi myśl moja i smuci się, że nie można być ogniem w ogniu, wichrem w wichrze, światłem w świetle: że nie można być z wami, być waszym, o duchy żywiołów.

Nad potokami usiada myśl moja i smuci się , że nie można być częścią poezji świata, ale tylko dręczyć się trzeba tym, że się ją widzi i czuje, niedostępną, daleką, świętą i wzgardy pełną”

( Kazimierz Przerwa Tetmajer)





Dobrego dnia Wam życzę.

Marian Antonik


Związek Harcerstwa Polskiego

RPM „Ręka Metody”

Trzymaj rękę na pulsie - wchodź na naszą stronę.