• Marian Antonik

Między ciszą a nadzieją. 10 kwietnia



Medytacje szarociemne: Wielki Piątek 2020


Link do czytań: http://www.mateusz.pl/czytania/2020/20200410.html


*

- Elí, Elí, lemá sabachtháni! 


Przejmujący krzyk rozdarł niebo. Ciemność. Mrok. Samotność bez kresu. Totalne opuszczenie. Brak. Dotkliwy brak Jego obecności.

Pustka, za którą nawet nadzieja w trwodze opuszcza wzrok. Gdzie wiara rozgląda się dookoła w poszukiwaniu sensu. Pustka, w której milczenie Boga spotyka się z krzykiem Jezusa.


Jak straszny to musiał być moment, gdy Bóg niepojęty i wszechmocny doświadczył po ludzku opuszczenia, tak głębokiej samotności, że aż wykrzyczał to niebu... tuż przed krzyżową śmiercią. Niezrozumiałą. Niesprawiedliwą.


On odczuł pustkę i brak Boga.

Mimo to oparł się na wierze i nadziei, i ostanie słowo skierował do Boga: w Twoje ręce oddaję ducha mego.

A pod krzyżem nie było prawie nikogo.


Pamiętam, jak na moim ostatnim Zlocie (Kielce 2007) przyszłam na mszę niedzielną w Centrum Duchowym.  Kapelan Zlotu (obecny Naczelny Kapelan ZHP) odprawiał. Byłam zmęczona, niewyspana, w okropnym nastroju, po trudnych rozmowach, ledwie żywa. Miałam grać na gitarze. A naprawdę miałam kryzys. Obok mnie w kaplicy siedziało może 10 osób. 10 na parę setek osób na zlocie.

Myliły mi się melodie i słowa pieśni. To było trudne, szefować w Centrum Duchowym, do którego w niedzielę prawie nikt nie zajrzał...wszyscy czuliśmy się podle.

Kapelan  chyba wiedział. Spojrzał na nas po odczytaniu Ewangelii. I w ramach kazania powiedział tylko kilka zdań:

- Martwicie się, że jest tu nas tak mało? Nie martwcie się, pod krzyżem też było tylko kilka osób. Najwierniejszych. I tak jak oni - trwajmy przy Chrystusie do końca.


Tyle lat minęło, a ja to jedno kazanie ze zlotu na zawsze zapamiętam.

*

Dziś sięgam też po teksty św. Jana od Krzyża. Otrzymał taki przydomek, bo doświadczył i opisał stan ducha zwany "nocą ciemną", ten sam który był udziałem Chrystusa na krzyżu. 

Jan był specjalistą od „nocy ciemnej”. Na drodze człowieka do Boga nieuniknionym etapem jest doświadczenie ciemności duchowych. To doświadczenie pustki, osamotnienia, zniechęcenia bliskiego rozpaczy. Słowo „noc” występuje u św. Jana obok słowa „oczyszczenie”. Noc ducha oczyszcza nas. Ktoś w ciężkiej sytuacji woła nieraz: „Bóg mnie opuścił”. Jan tłumaczy to: „Bóg mnie oczyszcza”. 

Spotkanie z Bogiem jest radością dla najgłębszego fundamentu naszego "ja". Ale niestety mieszkaniem egoizmu jest nasze zewnętrzne "ja" – i buntuje się. Broni się, bo wie - musi umrzeć. 

Św. Jan od Krzyża opisuje to, co wydaje się klęską, i pokazuje, że noc i poczucie opuszczenia przez Boga może być ratunkiem.

Że przepaść i zbyt wysokie progi gór mogą stać się drogą.

*

Dziś patrzę na ikonę Ukrzyżowanego.

I wiem, że On też czuł pustkę, samotność, ból który trudno opisać. Przeżył zdradę, którą ciężko wybaczyć. W tym strasznym momencie był sam. Bez przyjaciół. I zupełnie pozbawiony odczuwania istnienia Boga.

To był chyba jedyny pusty moment życia Boga - prowadzący do pełnego zjednoczenia już w następnej chwili.

On przeszedł przez tę bramę.


Więc i ja chcę tu być. Nie uciec. I potem iść dalej - w ciemność. W pustkę, która jest konieczna.

Trzeba trwać w pustce - z wiarą. 


Nie ma Cię, link: https://www.youtube.com/watch?v=F8vYCDfJ0YY


Ilustracja: JŁ



Związek Harcerstwa Polskiego

RPM „Ręka Metody”

Trzymaj rękę na pulsie - wchodź na naszą stronę.