• Agnieszka Rytel

Dzieci i niespodzianki - Harcerstwo a rodzina?

Autor: hm. Marcin Bednarski


Mój osobisty czas na zadumę przychodzi rano. Kiedy jest cisza, kiedy jeszcze nic się nie dzieje. Podczas obozów harcerskich, już jako instruktor, lubiłem wstać znacznie wcześniej niż inni, przemierzać bez pośpiechu wydeptane ścieżki, przystanąć i pogapić się na podnoszącą się mgłę. W milczeniu wykonać poranny rytuał i zanim wszyscy przyjdą usiąść w stołówce. Nie raz w tym czasie przychodziły mi do głowy najlepsze pomysły, rodziły się w głowie gawędy albo tylko przelatywały wspomnienia ostatnich dni. Ten zwyczaj praktykuję w miarę możliwości do dzisiaj w życiu domowym. Czasu dla siebie nie szukam wieczorem, bo to warunkach mojej rodziny jest prawie niemożliwe. Dziś także siedzę w takiej ciszy przedłużonej ze względu na święto, kiedy domu nie wypełnił jeszcze gwar domowników. Rozmyślam o dwóch słowach: rodzicielstwo i harcerstwo, które doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym teraz jestem.

“Będziesz ojcem” - tak to się dla mnie zaczęło. Myślę, że bardzo dość zwyczajnie. Pamiętam poczucie, że dzieje się coś poważnego, wyjątkowego, na pewno także obawę. Nie czułem się gotowy. Na marginesie: dzisiaj, po wielu latach, z bagażem doświadczeń myślę, że przekonanie o “byciu przygotowanym” do roli rodzica jest naiwnością. Kiedy staję przed jakimś zadaniem, do którego nie jestem przygotowany próbuję wykorzystać swoje umiejętności z innych dziedzin, działać wykorzystując analogie, odwoływać się do ogólnych kompetencji. W byciu rodzicem, oczywiście pośród wielu porażek, potknięć i trudności, niezwykle pomocne okazały się te umiejętności, które widzę jako efekt wieloletniej harcerskiej przygody oraz doświadczeń drużynowego.

Mógłbym dużo i z patosem (który lubię) napisać o wartościach, które zaszczepiło we mnie harcerstwo, a które dziś owocują postawami ułatwiającymi mi bycie ojcem. O odpowiedzialności, sumienności, chęci do samodoskonalenia, potrzebie służby wobec drugiego człowieka. Przekornie jednak postanowiłem skupić się na stronie praktycznej, bo wydaje mi się ona bardziej inspirująca. Świat coachingu posługuje się nader często hipnotyzującą frazą o “dawaniu wiedzy” i doświadczeniach zmieniających życie. Harcerstwo robi to naprawdę.

Coś więcej

W internetowych dyskusjach co jakiś czas powraca temat podziału obowiązków obowiązków związanych z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Znam mężczyzn, którzy wychowali się w domu z tzw. tradycyjnym podziałem ról i mają nie tylko prawdziwy mentalny problem z inną organizacją życia, a przy tym brakuje im po prostu umiejętności. Dzięki harcerstwu jestem właściwie poza tymi sporami. Gotowanie, sprzątanie, pranie to dla mnie były zawsze naturalne zajęcia, które wykonywałem własnoręcznie od 11 roku życia przez kolejne kilkanaście lat na obozach, biwakach wyjazdach. W mojej pamięci żywe jest wspomnienie smażenia kotletów mielonych, których doglądałem spod kaptura wilgotnej kangurki. Kujan 1985 - mój pierwszy obóz harcerski. Dlatego nie traktuję mojego udziału w tych obowiązkach jako wyrazu jakichś poglądów, realizacji równouprawnienia. Dla mnie to coś więcej. Po pierwsze chcę być pożyteczny, bo tak ukształtowało mnie harcerstwo, po drugie widzę tu także pole do ciągłego rozwoju własnych umiejętności, aby nie być bezradnym kiedy np. z przyczyn losowych ja będę musiał zająć się wszystkim. Muszę być przygotowany.

Granica możliwości

To co mi się narzuca jako pierwsza rzecz to twardy fakt, że poprzez zwykłe harcerskie życie takie jak wyjazdy w góry, budowanie pionierki, relacje z innymi w trudnych warunkach przesunęły granice mojej wytrzymałości, co przygotowało mnie na sytuacje jeszcze bardziej wymagające. Okazało się bowiem, że wspinanie się z kolegami z zastępu zimą na Tarnicę czy prowadzenie drużyny wyczerpanych wędrowników nocą do schroniska na Łabowskiej Hali, to nie są jeszcze najbardziej wymagające fizycznie i psychicznie doświadczenia. Bardziej wymagające było wstawanie 5 razy kolejnej już nocy do płaczącego dziecka. Organizm odmawiał posłuszeństwa na poziomie komórkowym, a w głowie tylko myśl o spaniu. Nie dałbym rady gdyby nie te wcześniejsze doświadczenia. Gdyby nie ciało i głowa zahartowane w harcerskich przygodach.

Jednym z ważniejszych dla mnie doświadczeń, które moim zdaniem poszerzyło granice mojego zrozumienia rzeczywistości, a także dało unikalne spojrzenie na rozwój człowieka są bliskie znajomości z ludźmi młodszymi ode mnie o 10-12 lat. Prowadzenie drużyny zaczynałem jako młody człowiek, student. Harcerki i harcerze w mojej drużynie byli dziećmi. Przez wiele lat przeżywaliśmy razem harcerskie przygody, potem jako komendant szczepu miałem okazję obserwować ich dorastanie, w niektórych przypadkach podejmowanie służby drużynowych i przybocznych. Uczyłem się ich dojrzewania, podpatrywałem przechodzenie od etapu dziecka do etapu dorosłego człowieka. Pozostawaliśmy przez cały ten czas w bliskich relacjach. Teraz wszyscy jesteśmy dorośli, większość z nas ma własne dzieci, wszyscy własne rodziny. Teraz kiedy obserwuję dorastanie własnych dzieci i ich wkraczanie w dorosłość, wspomnienia tamtych sytuacji, pozwalają mi to podejmować mądrzejsze decyzje wychowawcze i wykazywać się większą empatią. Harcerstwo nauczyło mnie sztuki wychowywania i wspierania zarazem.

Trochę poświęcenia

Życie przez całą młodość ideą służby, potem służby całym życiem oraz charakterystyczny dla harcerstwa, sposób wychowania poprzez własny przykład ukształtowało we mnie silne przekonanie, że samo mówienie o dobrych wyborach to zbyt mało, aby zmienić czyjeś postępowanie. Myślę, że wszyscy zgodziliby się ze stwierdzeniem, że należy być przykładem wyznawanych przez siebie wartości. Hipokryzja np. w życiu publicznym spotyka się z powszechną krytyką. Jednak i tutaj sama świadomość nic nie da jeżeli się tego uparcie nie praktykuje. Praktyka zaś często wiąże się z poświęceniem. Jeżeli bowiem chcę nauczyć dzieci troski o siebie nawzajem i wyciągania pomocnej dłoni muszę sam to robić nawet kiedy jestem zmęczony i “należy mi się odpoczynek”. Bez względu na to, że mam dodatkowe obowiązki. Dzieci bowiem choć tych obowiązków nie mają to z kolei mają mniejsze możliwości, mają swoje wyzwania. Widząc, że ja odpuszczam potrafiłyby znaleźć wiele powodów, które usprawiedliwiają je z nieudzielenia pomocy lub oschłego traktowania rodzeństwa. Tymczasem wystarczy, że starsze dzieci widzą i naśladują to, jak ja traktuję ich młodsze rodzeństwo. Niewiele już po takim praktycznym kursie trzeba dodawać. Sztuka wymagania od siebie, pokonywania własnych słabości i stawiania sobie wyzwań staje się codziennością.

I znowu w realizacji takich założeń pomaga mi wieloletnia praktyka harcerskiego wychowawcy, dla którego charakterystyczne jest wspólne przebywanie. Śpimy w jednym miejscu, budzimy się razem, jemy często razem przygotowane samodzielnie posiłki, myjemy się wspólnie, w tym samym czasie, znamy się także od strony tych zwykłych codziennych czynności. Ilość sytuacji, w których potrzebna jest pomoc drużynowego w niektórych czynnościach jest dzięki temu znacznie większa niż przy “zwykłym wychowaniu”. Jestem zadowolony z tego, że przećwiczyłem pomoc dzieciom czy ogólnie osobom, które mniej umieją zrobić w takich w codziennych problemach jak używanie młotka, rozbicie namiotu, oczyszczenie mydła, które upadło na piasek, ogarnianie własnej bielizny, porządne ubranie się na różne pogody. Zanim miałem własne dzieci robiłem to wiele razy jako drużynowy. Dzięki wielokrotnemu powtarzaniu tych samych czynności, można nabrać wprawy, wypracować skuteczne sposoby postępowania (nawet jeżeli będzie to nieświadome). Prowadząc drużynę nauczyłem się nie tylko jak im pomóc, ale także jakimi metodami ich wspierać w osiąganiu samodzielności.

Głos rozsądku

W swoim rodzicielstwie wpadłem w pułapkę oczekiwania szybkich rezultatów. Myślę, że skierowała mnie tam zbytnia pewność siebie, która po narodzinach kolejnych dzieci i wkroczeniu pierwszych w wiek przedszkolny, zajęła miejsce początkowej niepewności. Przecież jestem gruntownie przygotowany, mam wykształcenie kierunkowe, praktykę w szkole i w harcerstwie! - myślałem. Jednak wychowanie człowieka, to proces, który mniej niż inne poddaje się powtarzalności, szczególnie kiedy jesteś częścią tego procesu. Kiedy okazało się, że pozorny brak zmian powoduje coraz większą frustrację z pomocą przyszło kształtowane przez harcerskie lata dobre podejście do ideałów, do zasad, do wartości, do wynikającego z metody stopniowania trudności. Wewnętrzny głos rozsądku. Podejście akcentujące ciągłą wędrówkę do ideału, niekończące się właściwie potwierdzanie ich w swoim życiu, stosowanie do coraz to nowych sytuacji. Zwolniłem tempo i przypomniałem sobie, że oddziaływanie wychowawcze nie przynosi efektu od razu, że czasem ten powolny efekt trudno w ogóle dostrzec, że czasem pozostaje “tylko” świadectwo samego wychowanka. Dziś z większą cierpliwością próbuję pokazywać drogę do tych wartości, które są dla mnie ważne. Chcę żeby także dla moich dzieci stały się one osobistym wyborem. To długie wspinanie się pod górę: wielokrotne rozmowy, konkretne filmy, piosenki, oceny postępowania osób publicznych, ale przede wszystkim oczywiście przykład własny. Wciąż oczywiście przychodzą chwile słabości, nie starcza cierpliwości, ale wierzę, że w ostatecznym rozrachunku nie zawiodę.


Ziarno prawdy

Nie lubię sformułowania “rozmowa wychowawcza” - powinna mieć wyłącznie liczbę mnogą, jak spodnie. Irytuje mnie rozpowszechniona na blogach i w portalach forma porad “jak rozmawiać z dzieckiem o czymś tam” czy “porozmawiaj z dzieckiem w jakiś tam sposób”. Nie wierzę w magiczną moc konkretnych sformułowań. Uważam, że przy każdej takiej poradzie, jak przy reklamach leków powinna być doklejona informacja: “Pamiętaj! Rozmowy to nie zaklęcia. Najistotniejsze jest powtarzanie rozmów i relacja z dzieckiem. Inna forma może trochę pomóc. W istocie musisz rozmawiać wielokrotnie na różne sposoby i w różnych sytuacjach. Dopiero to da jakiś efekt”. Takie rozmowy oczywiście są ważne. Jednak według mnie zawsze jedna jest zaledwie ziarnem jakichś prawd, które żeby wydać owoce w postacie zmiany postawy musi być podlewane i pielęgnowane kolejnymi rozmowami oraz innymi działaniami wychowawczymi. W tym aspekcie także widzę, że doświadczenia harcerskiego wychowawcy dzisiaj mi pomagają. Jako, że metoda harcerska zachęca do dostrzegania indywidualności, to takich rozmów jako drużynowy przeprowadziłem bardzo wiele. W sytuacji kiedy moi harcerze składali Przyrzeczenie Harcerskie, obejmowali funkcje zastępowych, przybocznych. To naprawdę dało mi dużo nieuświadomionych kompetencji. Bardzo pomocna przy takich rozmowach jest łatwość pokazania jakiejś wartości w konkretnej sytuacji. Wytrenowałem tę łatwość przez wieloletnie opowiadanie gawęd w drużynie harcerskiej, szukając dobrych przykładów w literaturze, opowieściach historycznych czy historiach opowiedzianych przez znajomych. Teraz to procentuje.

Na koniec krótko: Nie chciałbym pozostawić wrażenia, że moje rodzicielstwo jest idealne. Takie rodzicielstwo nie istnieje. To zawsze jest droga z dużą ilością potknięć i niepewności. Mam jednak przekonanie, że harcerstwo w pełnieniu roli rodzica bardzo pomaga, a służba drużynowego daje dodatkowe +10 punktów mocy :) W naszej codzienności bardzo pomaga też….system małych grup! W naszym domu to naprawdę widać, starsi, którzy przyjęli już za swoje niektóre wartości sami o nie dbają pilnując młodszych i wyjaśniając im je na swój, na pewno bliższy sposób. To bardzo naturalne, a fakt, że dzieci są w harcerstwie dodakowo wzmacnia ten efekt. Muszę też uczciwie przyznać, że przyjmując na siebie obowiązki instruktora ZHP w ogóle nie podejrzewałem, że przyda mi się to przy własnych dzieciach. To wszystko są bardzo miłe niespodzianki.

Boże Narodzenie 2018 - DMB 2019

517 wyświetlenia

Związek Harcerstwa Polskiego

RPM „Ręka Metody”

Trzymaj rękę na pulsie - wchodź na naszą stronę.